Obóz letni Kyokushin-kan – Tuchola 2004

W dniach 19-24 lipca w tym roku ponownie spotkaliśmy się w Tucholi by poszerzyć swoją wiedzę o kyokushin karate. W tym roku gościem naszym był kancho Hatsuo Royama 9 dan – prezydent Światowej Organizacji Kyokushin-kan Karate-do. Kancho Royama był uczniem Sosai Masutatsu Oyama, dlatego wiedza przekazywana przez niego była dla nas bliskim i cennym przekazem założeń Sosai Oyama. W treningach z Kancho uczestniczyli karatecy z całej Polski skupieni w Polskiej Organizacji oraz chcący zapoznać się z wiedzą, postacią i umiejętnościami Mistrza. W prowadzeniu treningów z prawie 140 osobową grupą pomagali Kancho – shihan Masahiro Kaneko 5dan, który już po raz 4 odwiedził nasz kraj oraz shihan Makoto Nakagawa 5dan i shihan Kunio Ishizawa 4dan.

Kancho podczas treningów był bardzo wymagający, ale nie budował bariery miedzy sobą a uczniami. Potrafił zganić (przy pomocy shinai – bambusowy kij), ale również i pochwalić za postępy. W kontaktach był otwarty i chętnie odpowiadał na wszystkie zadawane pytania. Swoją wiedzę dotyczącą karate przekazywał w sposób jasny, wyrażając ją za pomocą ruchów ciała popartego przekazem słownym. Praktycznie wystarczyło uważnie patrzeć by zrozumieć istotę danych ćwiczeń. Głównym założeniem wszystkich zadań było zachowanie pewnej i stabilnej pozycji, praca balansem ciała i umiejętne przemieszczanie środka ciężkości z zachowaniem równowagi. Praktycznie każde zadanie związane z karate, czy ćwiczenie Iken przenoszone było na fragmenty lub sytuacje w walce.

Każdy dzień zaczynał się i kończył ćwiczeniami Ritsu-zen, czyli Zen na stojąco. Kancho oraz pomagający mu shihan podkreślali potrzebę tych ćwiczeń jako treningu głównie mentalnego, ale również i fizycznego. Podkreślali także przenikanie i uzupełnianie się elementów Iken i ćwiczeń karate. Podczas tych zajęć zaskoczyła naszych gości szybkość przyswajania wiedzy i posiadane już umiejętności, więc bez wahania nauczali trudniejszych form Iken.
Treningi południowe i popołudniowe poświęcone zostały doskonaleniu Kihon-geiko i poszerzeniu Ido-geiko jako podstawy oraz ćwiczeniu kata głównie Pinian wraz z odpowiednim Bunkai, co pomogło większości osób lepiej zrozumieć istotę ruchów i kombinacji technik w formach kata. Również kancho demonstrował kilka przykładów wykorzystujących techniki Aiki w ćwiczeniach samoobrony, które również wszyscy trenowali.

Kancho często zwracał uwagę na to, że karate to nie jest sport czy biznes i trzeba podejść do tej sztuki przede wszystkim z sercem. Podkreślał także, że „Karate zaczyna i kończy się ukłonem”.

Podczas otwartego spotkania z uczestnikami obozu bardzo chętnie odpowiadał na zadawane pytania, niekiedy trudne. Dowiedzieliśmy się wówczas więcej szczegółów dotyczących historii kyokushin, postaci Sosai Mas. Oyama oraz kancho Royama. Pytania również dotyczyły samego treningu, nowej organizacji i nie związanych z karate.

W piątek i sobotę odbył się egzamin na stopnie szkoleniowe kyu oraz mistrzowskie dan. Podczas egzaminu Kancho krytycznie podchodził do umiejętności zdających egzamin. Zwracał szczególną uwagę na postawę ćwiczących ich umiejętności techniczne i serce wkładane w ćwiczenia. Wysoko ocenił hart ducha i umiejętności walki wszystkich uczestników obozu jednak miał kilka zastrzeżeń, co do postaw i umiejętności technicznych zdających. Dla nas wszystkich są to wskazówki do dalszej pracy.
W egzaminie wzięła udział duża grupa instruktorów prowadzących na co dzień zajęcia w klubach – wielu z nich prezentowało wysoki poziom wyszkolenia i zrozumienia założeń kyokushin-kan.W egzaminie wzięli również udział ćwiczący w toruńskim klubie. Na stopnie mistrzowskie zdali Artur Wilento 3dan, Andrzej Poczwardowski 2dan, Sławomir Kłosiński 2dan, Janusz Drywa 1dan i Mariusz Rudziński 1dan.

W osobnym spotkaniu z kierownikami oddziałów kancho omówił założenia organizacyjne i odpowiadał na szereg pytań dotyczących szkolenia i organizacji.

Na koniec obozu kancho podsumował cały obóz podkreślając jeszcze raz założenia w pracy nad swoim karate, oraz że bardzo spodobała mu się Polska i Polacy i pragnie odwiedzić nasz kraj po raz kolejny w następnych latach. Po przemowie kancho „Ostatni Samuraj Kyokushin” otrzymał z rąk sensei Bogusława Jeremicza ułańską szablę, symbol dla nas Polaków jakże ważny, z napisem „Honor i Ojczyzna”. Wszyscy uczestnicy obozu otrzymali pamiątkowe dyplomy.

Pozostaje nam tylko podziękować jeszcze raz za wspaniałe treningi i oczekiwać kolejnej wizyty kancho w Polsce.
OSU!!!


Wywiad z Kancho Hatsuo Royama (25 lipca 2004)

Czy to jest pana pierwsza wizyta w Polsce?
– Tak, odwiedziłem wasz kraj po raz pierwszy.

Jaka jest różnica, pomiędzy ćwiczeniem Kyokushin w Polsce, a w Japonii?
– W porównaniu z Japonią, Polacy mają ograniczoną możliwość ćwiczenia karate. W moim kraju jest to rzecz powszechna, traktowana bardzo naturalnie. Ćwiczymy wtedy, kiedy mamy na to ochotę. Wy w Polsce nie macie takiej swobody pod tym względem. Poza tym ćwiczący karate, gdzieś poza salą, wciąż budzą dużą sensację. U nas takie widoki mamy na co dzień.

Jaki jest więc, mimo tej różnicy, poziom Kyokushin w Polsce?
– Jestem bardzo zdziwiony, że poziom karate w Polsce jest aż tak wysoki. Spotkałem osoby ćwiczące wiele lat i wykazujące niebywałe zdolności. Nie wiedziałem dotąd, że aż tylu Polaków zainteresowanych jest sztuką walki.

Organizacja Kyokushin-kan jest w Polsce czymś nowym. Jaka jest, w najprostszych słowach ujmując, różnica między tym co było, a tym, co wy oferujecie?
– Należy się zastanowić, czy traktujemy karate jako kolejny interes do zrobienia, z którego będą pieniądze, albo sport, w którym za każde następne zwycięstwo inkasować będziemy kolejną sumę; czy też traktujemy karate jako sztukę walki, która ma powodować rozwój naszej osobowości i naszego ducha. Ja traktuję Kyokushin jak coś ważnego – sztukę niosącą rozwój. Nie sport za pieniądze, nie interes, a właśnie sztukę. I to jest ta różnica, którą chce zaakcentować nowa organizacja.

Obecnie młodzież bardzo często przedkłada wygodne życie nad wysiłek, jaki wiąże się z karate. Czym Kyokushi-kan chciałoby przyciągnąć do siebie młodych ludzi?
– Kiedyś dużo myślałem na ten temat. Zastanawiałem się nad różnymi sposobami. Teraz wiem, że musi się to odbywać w sposób naturalny. Kiedy idzie się dobrą drogą wszyscy dookoła to widzą. Chcą wtedy dołączyć, być razem. W taki sposób powinno się to odbywać.

Jaki jest stosunek kancho do ekstremalnych sztuk walki, na które teraz zapanowała moda?
– Uważam to za ślepy zaułek. Drogę do nikąd. W Japonii osoby uprawiające ekstremalne sporty walki uważają, że to jest jedyny sposób, w jaki to można robić. Jednak my, ćwiczący chociażby Kyokushin uważamy, że to nie jest dobra droga. To jest to, o czym mówiłem wcześniej. Takie osoby to businessmani, zarabiający na sporcie. Porzucili swego ducha dla pieniędzy.

A co jest najważniejsze w karate – ciało, czy duch?
– Bez wątpienia duch. To on napędza ciało, daje nam siłę i silną wolę. To wzmacnianiem ducha zajmujemy się przede wszystkim.

W jaki sposób chciałby kancho zmotywować tych, którzy już ćwiczą?
– Nie ma łatwych sposobów. Najważniejsza jest wytrwałość w tym co robimy. To ona powoduje, że jesteśmy coraz doskonalsi. I tej wytrwałości wszystkim ćwiczącym życzę.

Rozmawiał Paweł Pęńsko.